Słowem wstępu. Pani z polskiego kazała napisać opowiadanie o duchu, nie chciało mi się akurat za bardzo myśleć :P Więc zmieniłam moje poprzednie opowiadanie "Ciemny, ponury, korytarz" I przedstawiam wam to co z niego wyszło :) Miłego czytania ^^
***
Ciemny, ponury korytarz. Nie wiadomo gdzie. Na środku stoi tylko mała dziewczyna w białej koszuli do kolan z spuszczoną w dół główką. Cichutko łka.
-Boję, się... Pomocy... Niech mi ktoś pomoże. - Słowa te odbijają się po ścianach niezliczonego labiryntu kanałów z kamienia. Dziewczynka idzie wolnym krokiem przed siebie. Przez korytarz przebiega mysz, ale mała istotka nie zwraca na nią uwagi i idzie dalej. W oddali dostrzega światełko. Zaczyna do niego biec. Światło jest coraz większe i wyraźniejsze. Okazuje się, że jest to pochodnia przy ciemnych mahoniowych drzwiach. Dziewczynka staje przed nimi i przez dłuższą chwilę przygląda się dziwnym wzorom, które zostały wyryte na drewnie. Puka do komnaty, otwiera jej kobieta. Kiedy ujrzała dziewczynkę zapytała.
-Coś się stało? Wejdź. – Dziewczynka posłuchała a kobieta zamknęła za nią drzwi na klucz. A następnie położyła się na łóżku.
Dziewczynka zaprzeczyła jednym ruchem głowy.
-Może czegoś potrzebujesz? - dziewczynka mruknęła.
- Yhym... - I kiwnęła ręką, aby kobieta nachyliła do niej głowę.
- O co chodzi?
Dziewczynka wyszeptała z dalej opuszczoną główką. - ...szukam mamy... - Na twarzy kobiety pojawiło się zdziwienie, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, mała istotka wdrapała się na jej łóżko. I wyciągnęła rączki tak jakby chciała się przytulić. Kobieta przyciągnęła dziewczynkę do siebie i z matczyną czułością przytuliła ją do piersi. Wtedy mała istotka podciągnęła się wyżej tak, że jej twarz była na wysokości szyi kobiety i wtuliła się w nią. I tak razem zasnęły. O północy, gdy księżyc w pełni oświetlał komnatę dziewczynka podniosła główkę. Kobieta dalej spokojnie spała. Dziewczynka wstała i podeszła do komody, znalazła tam piękny sztylet. Jego złota rękojeść była wysadzana krwistymi rubinami. Srebrna klinga natomiast miała kształt fali, ale była idealnie naostrzona. Powolnym krokiem podeszła do łoża i uniosła dłonie. Na zewnątrz rozpętała się burza. Pojedyncza błyskawica zalewa światłem każdy zakamarek komnaty, jak i oblicze dziewczynki. Czarne jak skrzydła kruka włosy okalały jej blada jak alabaster twarz, czerwone jak krew oczy, pogrążone w szaleństwie wyglądały jakby płonęły, kapały z nich kryształowe łzy. Spływały one aż do jej bladych ust. Ponownie zapadła ciemność, a wraz z grzmotem opadły ramiona dziewczynki. Z za drzwi było słychać odgłos obcasów, do komnaty wbiegła służka. Rozejrzała się i zobaczyła swoją panią.
- Pani? Przyniosłam świece…- mówiła podchodząc do łoża. To co zobaczyła zszokowało ją tak, że upuściła świecznik. Wybiegła z komnaty po czym zawołała ojca kobiety i lekarza który stwierdził zgon.
- Co tu się stało!? Żądam wyjaśnień!? – Krzyczał zrozpaczony ojciec. – Zawołajcie straż! Oni dowiodą tego co tu się stało!
Służąca wybiegła zrobić to o co jej pan nakazał. Po chwili wróciła z zaspanymi strażnikami i ich dowódcą trochę bardziej przytomnym. Szybko ocenił sytuację i powiedział.
- Będę z panem szczery, panie…?
- William, William Roberts.
- Panie Williamie, nie mam pojęcia jak do tego mogło dojść, jedyne co mi przychodzi do głowy to duchy i inne zjawy. Nikt przecież nie mógł po za nieżyjącą i służącą otworzyć drzwi. A jak wiadomo służka rozmawiała w tedy z panem i z pana polecenia poszła dać świece, pańskiej córce. Jak sama powiedziała drzwi były zamknięte i otworzyła je kluczem. Jednakże odkryje tajemnice zabójstwa pańskiej córki proszę dać mi najwyżej kilka godzin.
- Dobrze ma pan czas do rana wtedy wyjeżdżam z tego przeklętego miejsca. – Powiedziawszy to mężczyzna wyszedł tęsknie spoglądając na martwą córkę.
Dowódca straży postanowił udać się do biblioteki tam siadł i rozmyślał, przez głowę przewijały mu się różne scenariusze jednak każdy obalał. Zrezygnowany zaczął przechadzać się pomiędzy regałami biblioteki. Na samym końcu na mahoniowym biurku leżała stara księga „Dzieje Zamku Trzech Cór” tak brzmiał jej tytuł. Mężczyzna otworzył ją na miejscy gdzie tkwiła zakładka. To co przeczytał w księdze wywarło na nim wielkie wrażenie, przepisał najważniejsze fragmenty na kartkę i wybiegł porozmawiać z służkom. Gdy zapukał do jej drzwi i powiedział, że ma kilka pytań wpuściła go do komnaty.
- Moje pytania mogę się wydawać pani dziwne lecz naprawdę pomogą mi w śledztwie. Proszę na nie odpowiedzieć.
- Powiem co tylko wiem, alby pomóc.
- Wie pani może czy córka Pana Williama miała dziecko?
Służka zszokowana tym pytaniem otworzyła lekko usta.
-Nie wiem czy powinnam o tym mówić, to tajemnica… - Służąca zawahała się - …ale panienka miała dziecko z służącym w naszym zamku. Kiedy Pan się o tym dowiedział wpadł w szał i powiedział, że kiedy dziecko się urodzi jego córka ma je zabić, nie kto inny tylko ona. Nie miała właściwie ona z tym problemu bo wcześniej służący gdy dowiedział się że będzie miała z nim dziecko zostawił ją i złamał jej serce. Nie chciała ona tego dziecka więc nie było dla niej problemem go zabić… To takie smutne! – Krzyknęła służąca i zaniosła się szlochem.
- Dziękuję pani… i przepraszam, że musiała pani mi powiedzieć takie rzeczy.
Po tej rozmowie dowódca straży udał się do Williama Robertsa. Zapukał w drzwi jego komnaty, otwarł mu je zapłakany ojciec.
- Czy rozwiązał pan zagadkę? Wie już pan kto zabił moją córkę?! – Zapytał z nadzieją.
- Tak wiem, można powiedzieć, że to przez pana, ale lepiej będzie jeśli pan przeczyta to.- Powiedział mężczyzna i podał mu kartkę na której był przepisany fragment z księgi. Pan Roberts zaczął czytać:
„W dawnych czasach zamek ten zamieszkiwały trzy siostry. Ich ojciec podarował im go i powiedział, że mają w nim żyć. Nie chciał on z nimi mieszkać ponieważ sprawiały same problemy. Siostry bardzo lubiły zabawy i codziennie wyprawiały bale, na które zapraszały w głównej mierze mężczyzn. Po pewnym czasie okazało się, że jedna z sióstr zaszła w ciążę. Po urodzeniu dziecka zabiła je. Pozostałe siostry także to spotkało, wszystkie dopuściły się morderstwa na niechcianych dzieciach. Ojciec gdy dowiedział się o tym co działo się w zamku córek wpadł w gniew i wygnał je z niego, oraz wydziedziczył. Niestety w zamku pozostały duchy zabitych dzieci. Po kolei każde mściło się na kobietach, które także zabiły swoje dzieci. Aż pozostało tylko jedno, jedyne pierwsze które zostało urodzone i zabite…”
- Chce pan powiedzieć, że moją córkę zabił…
- Tak… - Przerwał mu dowódca. – I to przez pana…



